
Z wielkim smutkiem zawiadamiamy, że nad ranem 31 sierpnia 2026 roku odeszła od nas Mirosława Kondratowicz.
Kiedy w roku 2017 Kornel Morawiecki miał zdecydować o treści rewersu okolicznościowej monety, jaką Narodowy Bank Polski zamierzał upamiętnić XXXV rocznicę utworzenia Solidarności Walczącej stwierdził, że powinna się na niej znaleźć postać kobiety. Wymienił wtedy imiona i nazwiska kilku działaczek swojej organizacji, które wyróżniły się wytrwałością, odwagą, ofiarnością, kunsztem konspiracyjnego rzemiosła a często bez wątpienia – bohaterstwem. „Zwykle były lepsze od mężczyzn i częściej bez wahania można było na nich w pełni polegać” – powiedział wtedy Kornel Morawiecki przywołując kilka postaci, m.in. – Mirosławę Kondratowicz. W jej przypadku mieliśmy zresztą do czynienia nie tylko z dużymi zasługami dla niepodległościowego podziemia, ze znaczącym wkładem w wyzwolenie Polski i innych narodów z kajdan komunizmu. Mirosława Kondratowicz była też jedną z paru osób, którym w największej mierze środowisko Solidarności Walczącej zawdzięcza swoje przetrwanie w dekadach, w których było ono marginalizowane, spotwarzane, zamilczane, okradane z dorobku. Dosłownie – eliminowane ze społecznego istnienia. To, że szeroki krąg ludzi Solidarności Walczącej nie tylko przetrwał czas od postkomunistycznej ustrojowej transformacji do zawiązania swojego Stowarzyszenia – w wielkiej mierze zawdzięczamy właśnie Mirosławie Kondratowicz.
Urodziła się kilka miesięcy przed wybuchem II wojny światowej w Druji koło Brasławia (choć być może w Wilnie – mam nadzieję, że za jakoś czas uda się to jednoznacznie ustalić). Jej ojciec był pracownikiem Polskich Kolei Państwowych, zatrudnionym jako kierownik pociągu. Matka była sekretarką w kancelarii sądu a dziadek policjantem Policji Państwowej. Taki status sowieckim okupantom wystarczył, by w pierwszej kolejności trafić do transportu deportującego Polaków na Sybir. Rodzina Mirosławy, przynajmniej na jakiś czas, zdołała umknąć agresorom niemieckim i sowieckim. Znalezienie się na Wileńszczyźnie, niczym koń trojański przez satrapię sowiecką podarowanej kowieńskiej Litwie, okazało się wybawieniem i krótkotrwałym i bardzo wątpliwym. Okupację litewską wkrótce bowiem zastąpiła sowiecka a po niej – niemiecka. Dla Mirosławy i jej rodziny wszystko to oznaczało konieczność ratowania się przed kolejnymi zagrożeniami, coraz większą biedę i poniewierkę. W tym – uwięzienie w przeznaczonym dla Polaków obozie. Doszło nawet do tego, że wraz z rodzicami znalazła się na liście Polaków przez kolaborujący z Hitlerem litewski reżim przeznaczonych do eksterminacji. To, że wraz z rodziną nie podzieliła losu wymordowanych w Ponarach, być może było wynikiem przypadku lub zamieszania w rządzie prohitlerowskich kolaborantów. Kolejne w nim przetasowania ponoć nagle sprawiły, że ktoś z organizatorów ludobójstwa zawahał się przed skierowaniem kolejnych dziesiątek tysięcy do kolejnych dołów śmierci. Oderwany jednak od rodziny ojciec Mirosławy uwięziony został w innym obozie – katowni, której nie przeżył.
II wojna światowa dla Polski zakończyła się zwycięstwem jednego z agresorów, który wschodnią połowę naszego państwa wcielił bezpośrednio w swoje granice a zachodnią uczynił kolonią nazywaną jednak – Polską. Rodzina Mirosławy sowieckiego obywatelstwa nie przyjęła, co oznaczało dla niej ekspatriację – wygnanie ze stron ojczystych. Tak w roku 1946 Mirosława z mamą, dwojgiem rodzeństwa i dziadkami znalazła się na tzw. Ziemiach Odzyskanych. Początkowo, na kilka lat, w Górze Śląskiej – w dużej mierze wtedy zniszczonej a przede wszystkim doszczętnie rozszabrowanej. Lokum przydzielone jej rodzinie było ruiną. Resztki znajdujących się w nim sprzętów, z siennikami porozpruwanymi zapewne celem poszukiwania wartościowych przedmiotów, nadawały się raczej na opał, niż do rzeczywistego wykorzystania. Wszystkim natomiast, co udało się przywieźć z rodzinnej Wileńszczyzny, była odrobina pościeli i ubrań (w tym dla Mirosławy i jej dwojga rodzeństwa). Istnym cudem było to, że mama Mirosławy zdołała przemycić kilka książek – sześć tomów „Dzieł” Józefa Piłsudskiego. Jakże potem ważnych dla patriotycznej edukacji Mirosławy! Przydział lokalu był jednak tymczasowy – wraz z rodziną zmuszona była przeprowadzać się do kolejnych „namiastek mieszkań”, zwykle nie lepszych od poprzednich.
Wspominając swoje dzieciństwo Mirosława opowiadała, że z braku jakichkolwiek zabawek wraz z rówieśniczkami zajmowała się np. pogrzebami martwych ptaków. Na dołączanie do bawiących się w wojnę chłopców, którym kije służyły za karabiny, nie miała ochoty. Miała za to chyba trochę szczęścia do niezłych nauczycieli, gdyż wspominała ich lekcje i mądre życiowe rady. Od roku 1955 mieszkała w Dzierżoniowie, gdzie ukończyła szkołę zawodową. W latach 1956 – 61 pracowała w zakładach Diora. W 1961 przeprowadziła się do Wrocławia, gdzie w latach 1961 – 65 zatrudniona była w Przedsiębiorstwie Budownictwa Przemysłowego, następnie do 1968 w Państwowej Fabryce Wagonów „Pafawag”. W związku z pogarszającym się stanem zdrowia w 1968 roku zmieniła miejsce pracy aż do renty (na którą przeszła w sierpniu 1984) będąc zatrudnioną przy produkcji lalek w Spółdzielni „Plecionka”.
We wrześniu 1980 została członkiem NSZZ Solidarność. Od 13 grudnia 1981 niemal codziennie uczestniczyła w mszach świętych w intencji Ojczyzny, Solidarności i jej uwięzionych członków. Dokładała się do przeprowadzanych w kościołach zbiórek dla ofiar represji. Na jej częstą obecność w gromadzących sympatyków Solidarności mszach w kościele św. Wawrzyńca uwagę zwrócił zaangażowany już w działalność konspiracyjną Wacław Kalinowski. Po jednym z nabożeństw zaproponował włączenie się w kolportaż prasy wydawanej przez Regionalny Komitet Strajkowy NSZZ Solidarność Dolny Śląsk. Tym sposobem na przełomie roku 1981 i 1982 Mirosława Kondratowicz, wraz z córką, stała się jednym z ogniw solidarnościowego podziemia. Wiosną 1982 oprócz kolportażu zajmowała się dystrybucją coraz większych ilości prasy podziemnej, stale rosnących ilości materiałów poligraficznych oraz drukiem. Jej skromne mieszkanie – zaczęło odgrywać rolę istotnego punktu kontaktowego. W czerwcu 1982 postanowiła dołączyć do powstającego wówczas Porozumienia Solidarność Walcząca, nie rezygnując jednak z dalszego uczestnictwa w konspiracyjnym NSZZ Solidarność. W jej mieszkaniu coraz częściej drukowane były ulotki, plakaty i prasa podziemna. Nadal uczestniczyła we wszelkiego rodzaju solidarnościowych zgromadzeniach i we wszystkich mających miejsce we Wrocławiu demonstracjach ulicznych. Wiosną 1984 prowadziła bardzo ożywioną działalność związaną z bojkotem tzw. „wyborów do rad narodowych”.
6 czerwca 1984 dla jej mieszkania wtargnęli funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa, którzy po przeprowadzeniu rewizji założyli w jej lokalu „kocioł” i przez kolejne dni wyczekiwali na pojawienie się kolejnych ludzi z konspiracji. Jej córka (i zarazem bliska współpracowniczka) Iwona w krytycznym momencie uniknęła zatrzymania, co starała się wykorzystać w celu ostrzeżenia znanych sobie ludzi z podziemia. Po odwiedzeniu z „alarmującą informacją” kilku z nich sama jednak „wpadła w inny kocioł”, zorganizowany przez SB w innym mieszkaniu. Działanie „kotła w mieszkaniu Mirosławy i Iwony Kondratowicz” (być może dzięki ostrzeżeniom) okazało się dla SB bezowocne – nikt nie został w nim zatrzymany. Po przewiezieniu do siedziby Służby Bezpieczeństwa i uwięzieniu w Areszcie Śledczym Mirosława została poinformowana o jej aresztowaniu na okres trzech miesięcy. W czasie wszystkich przesłuchań konsekwentnie odmawiała składania jakichkolwiek zeznań. Uwolniona została na mocy amnestii – 24 lipca 1984. Nadal jednak była zatrzymywana, śledzona i na różne sposoby nękana przez SB. M.in. 6 października 1984 została zatrzymana, poddana przesłuchaniom i groźbom w ramach tzw. „rozmów ostrzegawczych”.
Inwigilacja i prowadzone przez SB działania nękające utrudniały kontynuowanie działalności konspiracyjnej na większą skalę. Nigdy jednak z niej nie zrezygnowała, zaczęła się natomiast angażować w różne formy jawnej działalności opozycyjnej. M.in. od 19 lutego do 31 sierpnia 1985 uczestniczyła w rotacyjnej (przerywanej) głodówce protestacyjnej w Krakowie – Bieżanowie a następnie w podobnym, 24 – godzinnym proteście głodowym w kościele św. Klemensa Dworzaka we Wrocławiu. Nigdy nie zaprzestała prowadzonej na dużą skalę działalności kolportażowej. Pomimo represji i związanego z tym ryzyka – wielu opozycjonistów korzystało z jej mieszkania jako miejsca noclegu w czasie pobytów we Wrocławiu. Należeli do nich m.in. działacze Polskiej Partii Niepodległościowej. W coraz większym też stopniu angażowała się w organizowanie pomocy ofiarom prześladowań. W 1987 i 1988 brała udział w protestach domagających się uwolnienia Kornela Morawieckiego. Wiosną i latem 1988 zaangażowana była we wspieranie wybuchających w Polsce strajków.
W roku 1990 została członkiem Partii Wolności (następnie Partii Wolności – Solidarności Walczącej). Po utracie przez tę organizację i środowisko swojego lokalu biurowego udostępniła własne mieszkanie dla cyklicznych spotkań środowiska działaczy byłego podziemia niepodległościowego. Od początku lat dziewięćdziesiątych aż do powstania (od roku 2012 dysponującego własnym lokalem) Stowarzyszenia Solidarność Walcząca w każdy czwartek każdego tygodnia w jej mieszkaniu spotykali się działacze niepodległościowej konspiracji. Prawie zawsze był wtedy obecny Kornel Morawiecki. W czasie corocznych spotkań przed świętami Wielkiej Nocy i Bożego Narodzenia – w jej mieszkaniu spotykało się kilkudziesięcioosobowe grono członków Solidarności Walczącej i innych, związanych z nią organizacji. Tych łącznie kilkaset (a być może ponad tysiąc) spotkań, zawdzięczanych przede wszystkim Mirosławie Kondratowicz, uratowało krąg ludzi niepodległościowego podziemia lat osiemdziesiątych przed rozproszeniem i dezintegracją. Setki spotkań zaowocowały wzajemną pomocą, ocaleniem i udokumentowaniem niezliczonych historycznych świadectw. Bez nich – nie byłoby wielkiej części publikacji poświęconych działaczom i współpracownikom Solidarności Walczącej. Dzięki nim środowisko Solidarności Walczącej nadal żyło, wspierało się, razem świętowało, wspólnie żegnało tłumnymi ceremoniami pogrzebowymi odchodzących z tego świata. Dzięki Mirosławie Kondratowicz – wielu nie odeszło jako bezimienni i zapomniani. I to w wielkiej mierze dzięki Mirosławie Kondratowicz Stowarzyszenie Solidarność Walcząca jest (pod względem liczby członków rzeczywistych – uczestniczących w wielu jego aktywnościach i regularnie płacących składki) największym w Polsce zrzeszeniem działaczy solidarnościowego podziemia lat osiemdziesiątych.
Artur Adamski
Poniżej kilka zdjęć z pogrzebu śp. Mirosławy, za pismem „Prawda jest ciekawa”








