Pożegnanie księdza Stanisława Małkowskiego

Uroczystości pogrzebowe ks. Stanisława Małkowskiego, kawalera Orderu Orła Białego, niezłomnego Kapelana “Solidarności” i działacza opozycji antykomunistycznej, skromnego Sługi Bożego i Wielkiego Polaka, którego serce przepełnione było miłością do Boga i do drugiego Człowieka, odbyły się w Świątyni Opatrzności Bożej pod przewodnictwem metropolity warszawskiego abp. Adriana Galbasa.

W uroczystościach wzięło udział liczne grono osób duchownych oraz świeckich.

Mszę Świętą koncelebrowało kilkudziesięciu kapłanów, w tym ks. infułat Jan Sikorski, który wygłosił homilię, ks. Waldemar Chrostowski oraz ks. Jarosław Wąsowicz, kapelan Prezydenta RP.

Przed rozpoczęciem liturgii Pani Agnieszka Jędrzak, podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP, odczytała list Prezydenta RP Karola Nawrockiego.

Po Mszy Świętej ks. Stanisław Małkowski został pochowany w Aleji Zasłużonych na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.

Postscriptum (za Wojciechem Sumlińskim):

„Wymowny SKANDAL na pogrzebie ks. Stanisława Małkowskiego! Kapelana Solidarności i przyjaciela bł. ks. Popiełuszki pochowano pod tabliczką, na której nie było słowa „ksiądz”. Słowo „ks.” musiał dopisać flamastrem jeden z żałobników, po awanturze nad otwartym grobem…

Dziś na Powązkach Wojskowych żegnaliśmy kapłana od 51 lat i kawalera Orderu Orła Białego. Na krzyżu nad jego grobem zawieszono tabliczkę z napisem „Stanisław Olaf Małkowski”. Nie zrobił niczego, żeby to naprawić – ani biskup, ani nikt z kurii. Zrobił to zwykły człowiek z tłumu, który wiedział, kogo chowamy.

Niech nikt mi nie mówi o pomyłce – ten ksiądz przez czterdzieści lat był bowiem dla swoich przełożonych jedną wielką „pomyłką”, którą próbowano wymazać.

W 1984 roku, zaledwie kilka tygodni po zamordowaniu ks. Popiełuszki, prymas Glemp rozesłał do proboszczów pismo zarzucające jego najbliższemu przyjacielowi, Księdzu Małkowskiemu „szerzenie nienawiści”. Nie wolno było go zapraszać z kazaniami, a jego samego odesłano na Cmentarz Północny, żeby odprawiał pogrzeby i milczał. SB zabiła ks. Jerzego – a Stasia uciszyli „swoi”.

Potem upadła komuna, a ksiądz nadal siedział na cmentarzu. Zmarł Kiszczak, zmarł Glemp, a ksiądz wciąż był na cmentarzu. Jak sam opowiadał, kanclerz kurii odnalazł w archiwum pismo z 1984 r. i uznał, że skoro nikt tego pisma nie odwołał, to nadal obowiązuje. Zakaz ze stanu wojennego przetrwał w wolnej Polsce, bo nikomu w kurii nie przyszło do głowy go uchylić.

W 2010 r. ks. Małkowski modlił się z ludźmi pod krzyżem smoleńskim. Wezwano go do kurii i zapowiedziano, że jeśli pojawi się tam ponownie, zostanie suspendowany. Kanclerz tłumaczył publicznie, że „ulica to nie jest miejsce do modlitwy”. Esbecja zatrzymywała go i rewidowała – ale odebraniem prawa do sprawowania sakramentów groziła mu dopiero własna kuria.

W 2014 r. Polska Misja Katolicka w Anglii zabroniła mu nie tylko głoszenia kazań i odprawiania mszy, ale nawet wygłoszenia referatu w salce parafialnej. Nawet w salce.

W książce „Ksiądz”, którą napisałem razem z ks. Małkowskim właśnie – wspominał, że po obronie krzyża na Krakowskim Przedmieściu usłyszał od kościelnych hierarchów: „Spóźniłeś się, Stasiu, na męczeństwo, teraz możesz być co najwyżej obsikany ciepłym moczem”.

Mimo to ani razu nie odwrócił się od Kościoła i nie zdjął sutanny. Na koniec dostał tabliczkę bez „ks.”

Przez czterdzieści lat komuś bardzo zależało, żeby Małkowski był jak najmniej księdzem. Nie udało się to SB, nie udało się kurii i nie udało się dzisiaj, bo nad grobem stał człowiek z flamastrem.

Wieczne odpoczywanie racz mu dać, Panie. KSIĘDZU Stanisławowi.”